7 czerwca o godzinie 17:45 polscy siatkarze rozpoczęli kolejny sezon reprezentacyjny . Pierwszym rywalem Polaków był jeden z najlepszych zespołów na świecie, mianowicie reprezentacja Brazylii. Mimo wielu zmian kadrowych, które nastąpiły po Olimpiadzie w Londynie Brazylijczycy wciąż są niezwykle silną drużyną. Chciałabym najpierw napisać kilka słów o inauguracyjnym spotkaniu.
Mecz, który odbył się 7 czerwca w Warszawie na pewno nie był wymarzonym startem biało-czerwonych w Lidze Światowej. Na Torwarze Polacy zdołali wygrać tylko jednego seta. Zdecydowanie lepiej w mecz weszli rywale, którzy po kilku pierwszych akcjach prowadzili aż 6:2. Podopieczni Andrei Anastasiego, którzy na pierwszą przerwę techniczną schodzili przegrywając trzema punktami zdołali doprowadzić do remisu. W pewnym momencie seta Polacy wypracowali sobie kilku punktową przewagę, której niestety nie zdołali dowieźć do końca seta i w rezultacie po autowym ataku Marcina Możdżonka to Brazylijczycy wygrali pierwszego seta do 22.
Kolejny set to zdecydowana dominacja Canarinhos, którzy punktowali szczególnie na zagrywce. Biało-czerwoni starali się odrabiać straty lecz Dante i spółka byli nie o zatrzymania. W ataku szalał Vissotto oraz młody Lucarelli. Set bez większej historii zakończył się wynikiem 25:20 i to Brazylia prowadziła już 2:0.
Trzeci set podobnie jak dwa poprzednie rozpoczął się dominacją podopiecznych Rezende, którzy na pierwszą przerwę techniczną schodzili prowadząc dwoma punktami. Gdy Polacy doprowadzili do remisu i na tablicy wyników widniał wynik 9:9 Michał Kubiak zablokował szalejącego w ataku Vissotto. Wydawać się może, że był to moment przełomowy dla polskiego zespołu. Podopieczni Anastasiego zbudowali przewagę, której nie oddali już do końca seta wygrywając do 22.
Nadzieję kibiców na tie break rozwiał początek czwartego seta. Brazylijczycy dominowali w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Mimo wielu zmian dokonanych przez trenera Polaków obraz gry nic się nie zmienił. Reprezentacja Brazylii nie pozwoliła zdobyć naszym zawodnikom więcej niż 15 punktów i w rezultacie wygrała całe spotkanie 3:1.
Osobiście uważam, że nie było to najlepsze spotkanie biało-czerwonych. Jednak należy pamiętać, że nie jest to jeszcze moment na szczyt formy, który na pewno nadejdzie w odpowiednim momencie. Może to dobrze, że tak szybko trafiliśmy na całkiem nieźle dysponowanych Brazylijczyków ( którzy jednak też nie wystrzegali się błędów), ponieważ pokazali nam nad czym jeszcze musimy popracować. Przed dwumeczem z Canarinhos dużym zaskoczeniem był brak Krzysztofa Ignaczaka w dwunastce. Moim zdaniem, Paweł Zatorski udźwignął ciężar gry i był wyróżniającym się zawodnikiem na boisku. Fajnie zaprezentował się też Andrzej Wrona, który zadebiutował w oficjalnym meczu reprezentacji. Natomiast jeśli chodzi o reprezentację Brazylii na ogromne wyróżnienie zasługuje Lucarelli, który ma zaledwie 21 lat! Przed tym zawodnikiem naprawdę świetlana przyszłość.
Na ten moment to by było na tyle z mojej strony. Jutro napiszę kilka słów o mecz w Łodzi. Muszę przyznać, że jest ogromna różnica siedząc przed telewizorem/laptopem, a będąc na hali, więc napiszę co nieco o meczu z tej strony.
Pozdrawiam !
Mecz, który odbył się 7 czerwca w Warszawie na pewno nie był wymarzonym startem biało-czerwonych w Lidze Światowej. Na Torwarze Polacy zdołali wygrać tylko jednego seta. Zdecydowanie lepiej w mecz weszli rywale, którzy po kilku pierwszych akcjach prowadzili aż 6:2. Podopieczni Andrei Anastasiego, którzy na pierwszą przerwę techniczną schodzili przegrywając trzema punktami zdołali doprowadzić do remisu. W pewnym momencie seta Polacy wypracowali sobie kilku punktową przewagę, której niestety nie zdołali dowieźć do końca seta i w rezultacie po autowym ataku Marcina Możdżonka to Brazylijczycy wygrali pierwszego seta do 22.
Kolejny set to zdecydowana dominacja Canarinhos, którzy punktowali szczególnie na zagrywce. Biało-czerwoni starali się odrabiać straty lecz Dante i spółka byli nie o zatrzymania. W ataku szalał Vissotto oraz młody Lucarelli. Set bez większej historii zakończył się wynikiem 25:20 i to Brazylia prowadziła już 2:0.
Trzeci set podobnie jak dwa poprzednie rozpoczął się dominacją podopiecznych Rezende, którzy na pierwszą przerwę techniczną schodzili prowadząc dwoma punktami. Gdy Polacy doprowadzili do remisu i na tablicy wyników widniał wynik 9:9 Michał Kubiak zablokował szalejącego w ataku Vissotto. Wydawać się może, że był to moment przełomowy dla polskiego zespołu. Podopieczni Anastasiego zbudowali przewagę, której nie oddali już do końca seta wygrywając do 22.
Nadzieję kibiców na tie break rozwiał początek czwartego seta. Brazylijczycy dominowali w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Mimo wielu zmian dokonanych przez trenera Polaków obraz gry nic się nie zmienił. Reprezentacja Brazylii nie pozwoliła zdobyć naszym zawodnikom więcej niż 15 punktów i w rezultacie wygrała całe spotkanie 3:1.
Osobiście uważam, że nie było to najlepsze spotkanie biało-czerwonych. Jednak należy pamiętać, że nie jest to jeszcze moment na szczyt formy, który na pewno nadejdzie w odpowiednim momencie. Może to dobrze, że tak szybko trafiliśmy na całkiem nieźle dysponowanych Brazylijczyków ( którzy jednak też nie wystrzegali się błędów), ponieważ pokazali nam nad czym jeszcze musimy popracować. Przed dwumeczem z Canarinhos dużym zaskoczeniem był brak Krzysztofa Ignaczaka w dwunastce. Moim zdaniem, Paweł Zatorski udźwignął ciężar gry i był wyróżniającym się zawodnikiem na boisku. Fajnie zaprezentował się też Andrzej Wrona, który zadebiutował w oficjalnym meczu reprezentacji. Natomiast jeśli chodzi o reprezentację Brazylii na ogromne wyróżnienie zasługuje Lucarelli, który ma zaledwie 21 lat! Przed tym zawodnikiem naprawdę świetlana przyszłość.
Na ten moment to by było na tyle z mojej strony. Jutro napiszę kilka słów o mecz w Łodzi. Muszę przyznać, że jest ogromna różnica siedząc przed telewizorem/laptopem, a będąc na hali, więc napiszę co nieco o meczu z tej strony.
Pozdrawiam !